czwartek, 16 stycznia 2014

'' Taekai '' " bo jestem tu z tobą "

*oczami  Kai*

"Jak on mnie denerwuje" mówiłem patrząc jak na stołówce pochlania zachłannie jedzenie.
Jeszcze tylko 3 miesiące i koniec. Odpocznę od jego towarzystwa. Bylem załamany gdy dowiedziałem się, ze jestem z nim w grupie, jako najlepsi tancerze, musiałem spędzać z nim czas prawie codziennie. Straciłem ochotę na jedzenie, wiec odkładając tace, wyszedłem ze stołówki. Napotkałem naszego trenera który powiedział, ze zabiera nas na 
wycieczkę integracyjna z Taemin'em. Widocznie zauważył ze nie żywię do niego miłością. Zgodziłem się. Czas wyjazdu został zapisany na jutro; wiec kończąc lekcje poszedłem do domu. Gdy bylem już na miejscu, rzuciłem w kat torbę i widząc ze już dość późna godzina, wpierw poszedłem pod prysznic. Wyszedłem po około 30 minutach. 
Położyłem się już czysty i zamknąłem oczy, by po krótkim czasie wpaść w krainę snu.

~

 Budzik obudził mnie w porę, wiec podnosząc się z łóżka ziewnąłem, rozciągając się równoczesnie przy tym i ruszyłem do szafki po czyste ubrania. Potem kolejnym przystankiem była łazienka. Wyszedłem po około 15 minutach, kierując się na dol w celu zjedzenia czegoś. Po tych czynnościach widząc już pozna godzinę, wyszedłem z domu, udając się na wyznaczone mi miejsce. Tam już czekali na mnie trener i Taemin. Ciekawe co przygotował. Wsiedliśmy do autobusu i gdzieś jechaliśmy. Ja siedziałem jak najdalej od tego nieogarniętego człowieka i grałem na komórce, którą potem zabrał nam trener mówiąc, ze powinniśmy zacząć rozmowę, by jak najszybciej zawiązać koleżeńską przyjaźń. Popatrzałem na niego jak na idiotę. W dupie miałem co on mi mówił i obróciłem się do niego plecami patrząc przez szybę. Nagle pojazd się zatrzymał. Nie wiedząc o co chodzi, spojrzeliśmy w okno. Naszym oczom ukazała się śliczna sarenka, która tarasowała nam drogę. Mój "przyjaciel" bardzo się nią zaczął zachwycał. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zniknął nam z pola widzenia, goniąc jak małe dziecko biedne stworzenie, krzycząc przy tym jaka to ona nie jest wspaniała i ze chce ją przytulić. Mimowolnie zacząłem się śmiać. " - Co za idiota" 
nie wyrabiałem ze śmiechu, póki trener nie kazał mi iść go szukać i przyprowadzić bezpiecznie do pojazdu. Niechętnie wstałem i poszedłem za nim. Obym się nie zgubił, bo ten dureń tego pożałuje, mówiłem nie zauważając ze z mojego pola widzenia nie widać już autobusu. Gdy go ujrzałem po jakimś czasie, myślałem ze go rozszarpie. Ten siedział na miękkim dywanie mchu, którego dookoła było masę i tykał bezczelnie jednego z grzybów. Czy on jest normalny? te pytania dotykały mnie zawsze, kiedy miałem z nim do czynienia. 

  - Po co biegłeś taki kawal?! by siedzieć i bawić się z grzybem?...powiedz chociaż czy dogoniłeś to, za czym tak podążałeś - byłem na niego bardzo zły
  - A co miałem robić, jak nie mogłem odnaleźć drogi do autobusu, i nie, nie doginiłem, za szybka skubana była.... - odpowiedział nadymając policzki i patrząc na mnie swoimi przeszywającymi brązowymi oczkami
  - Jak to nie znasz drogi?! przecież ona jest.. - obróciłem się w celu pokazania drogi, a moim oczom ukazała się czysta przestrzeń lasu
  - chodź poszukamy razem - westchnął i ruszył w jakiś kierunek, ciągnąc mnie za nadgarstek
 Martwiłem się, bo robiło się coraz ciemniej, jak na złość zaczęło kropić
  - Schowamy się tutaj -wskazał małą drewniana chatkę. Czułem się jak Jaś i Małgosia poszukujący drogi. Los chciał bym tu wylądował z Taemin'em, co ja takiego złego zrobiłem w życiu...Użalałem się nad sobą .
 Weszliśmy tam bardzo ostrożnie. Niestety nikogo tam nie było. Była tam tylko jakaś stara kanapa. Usiadłem na niej, wpierw otrzepując znaczną ilość kurzu na niej, a potem kuląc nogi i przysuwając swoje kolana do brody, myślałem co dalej. Kolo mnie po chwili usiadł Lee. Popatrzałem na niego i rozkazałem " - spisz na podłodze" on tylko lekko się zaśmiał i odpowiedział
 " - nie, z tobą". Czy ja się przesłyszałem? Odwróciłem wzrok niby ze nie słyszałem i myślałem dalej. Po chwili to samo zrobił brązowowłosy. Ponownie się do niego obróciłem. Wzrokiem patrzałem na jego kolana, w takiej samej pozycji co moje, a on tylko uśmiechnął się do mnie. Niech on się tak przestanie szczerzyc. Ja nic w tej sytuacji śmiesznego nie widzę.
   - Co tak uśmiechasz się ciągle? -  nie wytrzymałem i spytałem lekko lustrując jego twarz.
   - Bo jestem tu  "- odpowiedział.  Nie rozumiałem, wiec dopytałem
   - Nie wiem czy to wystarczający powód... - chłopak nie dal mi dokończyć
   - bo jestem tu z tobą - dodał uśmiechając się lekko do mnie i zmieszany spuścił wzrok na dół.
Czy ja dobrze słyszę? Mam nadzieje ze już dawno ogłuchłem, a to moje urojenia. Odwróciłem się bez słowa i myślałem dalej.
 Poczułem się senny. Przymknąłem troszkę oczka i napawałem się cisza i spokojem. Nagle usłyszałem ten głos, który strasznie mnie irytował jak i jego właściciel.
- Kai? - Spytał a ja biorąc duży wdech, zmęczony odpowiedziałem
- Czego?...
- Moge położyc się koło ciebie? - spojrzałem na niego jak na debila i zauważyłem jego oczka, które nawet i w ciemnościach były widoczne. Zrobiło mi sie troche jego żal? No przecież to tylko dziś, a dzis z tego co pamiętał był dzień dobroci dla zwierząt, wiec co mi tam. Na samą myśl o tym co wlaśnie przyszlo mi do głowy lekko się zaśmiałem, na co on zrobił zdziwiona minę i nadal czekał na moją odpowiedz. 
- Dziś wyjatkowo ci pozwole - odpowiedziałem, a po chwili poczułem kładącego się mi na ramieniu chłopaka.  Bezczelnie wciskał mi głowę, po chwili prawie ze na kolana by się usadowić. Co on kurwa wyprawia... Bylem zmuszony w końcu usiąść normalnie, wtedy Taemin wtulił się bardzo mocno w mój tors i spał. Byłem lekko zdziwiony i zdezorientowany. Ale to nie zmienia faktu, ze podobało mi się to. Starałem się zasnąć. Po jakimś czasie mi się to udało. Z pewnością powiercę się trochę, może mi będzie wygodniej.
 Obudziło mnie coś ciepłego na szyi, otworzyłem oczy i ujrzałem twarz chłopaka, który jeśli się nie mylę w ciemności, jeszcze spał. Spostrzegłem na jego twarz ponownie i stwierdziłem, ze jest zbyt blisko mojej. W tej samej chwili on tez otworzył oczy i spojrzał w moje, a ja jak zahipnotyzowany, nie wiedziałem co mam zrobić. Nie wiem co się ze mną działo. Nagle chłopak lekko się do mnie przysunął i musnął moje usta, a ja jak porażony prądem spadłem na podłogę.
 Od razu się podniosłem jak pobudzony energetykiem i patrzałem na niego. Chłopak wstał i podszedł bliżej mnie.
 Czy to sen ?! krzyczałem w myślach nie wiedząc co on zamierza. Odsuwałem się od niego dalej, dopóki nie poczułem przeszkody za plecami. Przysunął się do mnie i pogładził ręka mój policzek. Ja znieruchomiałem i czekałem na kolejny ruch chłopaka. W miejsce w które mnie dotykał, czułem przyjemne mrowienie. Czemu ja nie reaguje ?! pytałem samego siebie. Zaczął zbliżać swoja twarz do mojej, a ja czekałem na to co miało nadejść. W pewnym momencie mnie pocałował. To był dla mnie szok. Nienawidziłem tego chłopaka, a teraz co? Zaczął mnie pociągać?. Taemin najwidoczniej wiedział jak przyciągać do siebie ludzi. Pogłębiłem pocałunek czując motylki w brzuchu. To było magiczne. Zatraciłem się w nim i sam zacząłem ciągnąc go i ciągle całując na kanapę. Przy niej obrócił mnie i to on usiadł na mnie okrakiem. Patrzałem jak chłopak zdejmuje koszulkę, odsłaniając swoje piękne ciało. Nie mogłem napawać się jego widokiem. Nie wiem jak to się stało ale w pewnym momencie otrzeźwiałem pytając siebie " co ty robisz ?!" Oderwałem się od chłopaka i spychając go z siebie, wstałem nie wiedząc gdzie się podziać. Wybiegłem zatem z domku gdy deszcz padał i skierowałem sie w nieznany mi kierunek. byłem już cały przemoczony. Biegłem ile sil w nogach, jak by to miało mi w czymś pomóc
"co ja tak właściwie robię?!". Zatrzymałem się przy jednym z drzew i zsunąłem się po nim plecami, po czym ukryłem twarz w dłoniach. Czułem tylko krople spadające po moim ciele. Dookoła mnie ciemność. Nagle poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu, wzdrygnąłem się i spojrzałem na owa osobę, którą okazał się być Taemin. Nic nie mówił. Kucnął na przeciwko mnie i starł mi łzę z policzka, a może to były krople deszczu. Po chwili mnie przytulił, a ja to odwzajemniłem ściskając go mocniej.
Nawet nie wie jak bardzo tego potrzebowałem. W tej chwili bylem zakłopotany jak nigdy w życiu ale już wiedziałem, ze coś do niego czuje. Odsunął się na chwile i przyssał do moich ust. Tym razem wiedziałem co robię. Po prostu zakochałem się w tej niesamowicie denerwującej osobie. Po chwili gdy zabrakło nam powietrza, odkleił się mówiąc mi prosto w oczy
 " - Kocham cie Kai" zaszkliły mi się oczy. Odpowiedziałem mu krótkie " - Ja ciebie też"
po czym u pieczętowałem to pocałunkiem. 

KONIEC

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz