środa, 16 kwietnia 2014

" Taekai" 1/2 " - Dlaczego nie mogę cie dotknąć?"

Do pewnego domu, położonego niedaleko od Seulu, wprowadziła się zamożna rodzina. Ojciec zajmował się swoimi biznesami, miejac własna firmę. Matka pomagała mu pracując równie ciężko jak i on. Ich życie tak na prawdę, to była tylko praca. W równie dużym stopniu nie liczyło się nic. Mieli syna, który starał się spędzić chociaż od czasu do czasu dzień ze swoimi rodzicami. Czasem śmiać się, oraz oglądając wspólnie filmy, ciesząc się mila atmosfera. Tego niestety nie miał. Rodzice widział ze jest smutny nie pomyślą, ze brakuje mu ciepła rodzinnego.  Daja mu pieniądze, myśląc ze to załatwi wszystko. Myla się.
Chłopak wyszedł z samochodu i widział ze rodzice i lokai targają walizki, kartony itp. Opuścił głowę wpatrując się na równo położone kamienie prowadzące do drzwi. Włożył ręce do kieszeni spodni, po czym ruszył do domu. Wyglądał jak stary zamek. Mieściło się w nim zapewnię sporo krętych korytarzy, wraz z  niezliczona ilością pomieszczeni.
Chłopak westchną i ruszył przed siebie. Na zewnątrz nie wydawał się być aż tak duży jak w środku. Znalazł się na środku korytarza, gdzie podniósł
leniwie wzrok napotykając nad sobą ogromny zloty żyrandol, wisiały na nim miliony malutkich kryształków. Cale te pomieszczenie i doskonałość w nim, wcale nie sprawiała, ze chłopak chodź na chwile się uśmiechnął. Podszedł do schodów i usiadł na nich, czekając na resztę. Po chwili się zjawili. Byli pod ogromnym wrażeniem wierzchniemu i wewnętrznemu wyglądzie "domu", pytając chłopaka co sadzi, na co on odpowiedział suche " jest ok".
Nie uniknęło to ich pytającemu spojrzeniu. Przecież miał wszystko, wszystko czego chciał, a on nadal był nieszczęśliwy.
Weszli na schody, kierując się ku gorze. Chłopak wstał i szedł za nimi, nadal miejac znudzony wzrok i tylko czekał, by wejść do swojego nowego pokoju i zamknąć się w nim. Szli tak już dość długo jak wydawało się chłopakowi, myślał ze końca dziś nie zobaczą. Na szczęście rodzice po chwili zatrzymali się przy jednych z ogromnych drzwi i uśmiechając się do syna powiedzieli, ze to jego pokój, a ich jest dalej. Chłopak wreszcie mógł odetchnąć, Popchnął ogromne drzwi  wysilając się przy tym trochę, by po chwili pojawiła się mu przestrzeń w dość starym stylu, w którym było coś na prawdę zjawiskowego.
 Przeszedł przez próg drzwi czując na swoim ciele dreszcze. Obrócił się do rodziców kłaniając w podzięce, po czym poszli dalej, gdzieś głębiej korytarza. Chłopak poczekał, aż lokai przyniesie wszystkie jego walizki. Usiadł na łóżku kładąc się na nim z rozłożonymi rękoma na ślicznie ułożonej narzucie. Widząc ze ostatnia walizka zawitała do jego pokoju, podziękował i słysząc zamykające się drzwi. Wstał do siadu na miękkim materacu. Porozglądał się po pomieszczeniu teraz jeszcze uważniej. Łóżko było na prawdę ogromne. Dookoła niego wisiały brązowo-złote prześcieradła, coś w stylu szlacheckiej zasłony. Spoglądnął na ziemie, gdzie spoczywał brązowy dywan z rożnymi najróżniejszymi wzorkami do koloru dominującego tam. Moze wydawać się ze to stare, nie ładne, ale mu na prawdę się podobało. To pomieszczenie jak i inne przyprawiały go o lekkie odczucie strachu. Moze nie będzie aż tak zle jak mu się wydawało. Wstał i przeniósł się malutkimi kroczkami na korytarz, by  zwiedzić tak dziwne miejsce jakie jest to. Podążał długimi ciemnymi korytarzami obawiając się, by się nie zgubić. 
Przystanął przy ogromnym lustrze, które swobodnie stało oparte o ścianę. Najwidoczniej ktoś zapomniał go powiesić. Chłopak podszedł do niego poprawiając kosmyk, który spadł na jego ciemna twarz. Przyglądnął się dokładniej swojemu odbiciu, widząc coś za sobą. Obrócił się i zobaczył ogromne złote drzwi z rożnymi dodatkami
których wokoło było masę. Z lekkim niepokojem otworzył drzwi, które nie należały do lekkich jak każde i wszedł do środka.
Wydawało się ze ten zamek nie może go już zaskoczyć a jednak. Pokój, a raczej sala bądź mały kącik, nie wiem jak to nazwać, był dookoła ozdobiony lustrami. Chłopak powoli wszedł glebiej, co spowodowało
automatycznie zamkniecie drzwi. Spostrzegł iz grunt pod nogami zaczyna się obracać, a w tle zaczyna lecieć dość irytująca muzyczka. Kręcił się tak przez chwile przyglądając każdemu z luster którymi się
otaczał. Nagle w jednym z nich zauważył jakąś dość niewyraźną postać. Będąc jeszcze w ruchu nie zdążył  dokładnie się przyjrzeć, wiec nie był pewny. Po następnym obróceniu nie było tam już nic. Lekko się zaniepokoił wmawiając, ze to sobie wyobraził, ze temu wszystkiemu jest winna ta psychodeliczna muzyka. Gdy zaczęło mu się robić słabo, podszedł do drzwi, które otworzyły się, a dźwięk oraz podłoga ustały.
Wyszedł oglądając się jeszcze raz za siebie, po czym szybkim krokiem poszedł dalej. Nie daleko znajdowała się ogromna jadalnia. Wszedł powoli rozglądając się dookoła. Przystał przy jednym ze stołów przystrojonych najróżniejszymi smakołykami. Chłopak był pod wrażeniem tych wszystkich dan. Nagle do pomieszczenia weszła gosposia - szukałam ciebie!
podeszła do chłopaka dodając - rodzice cie szukali. Skończyła i ręka wskazała
miejsce do którego ma on się z nią udać. Obrócił się jeszcze raz, a jego oczom tym razem ukazał się drewniany ciemny stół, na którym nie widniało nic poza kurzem. Zdziwiony wyszczerzył oczy, co nie przeoczyła kobieta - wszystko w porządku? Chłopak pokiwał głową. To co sobie "wyobrażał" bawiło go, a za razem niepokoiło. A to dopiero przedsmak
tego co na prawdę działo się w tym domu.

* 2 tygodnie później *


Nastala noc, chłopak właśnie szykował się do spania, szukając swoich dresowych spodni. Nie mógł ich nigdzie znaleźć, chodź pamiętał ze zostawił je dokładnie na łóżku, co zawsze miał w zwyczaju. Moze gosposia sprzątając, gdzieś zawieruszyła, bądź wzięła do prania. Bezsilny chłopak powędrował do łazienki. Umyl zęby, po czym wyszedł, bo zapomniał o ręczniku. Jego oczom ukazały się po chwili ładnie złożone spodnie, tuz na jego łóżku. Chłopak był lekko zdezorientowany. Czy przedtem był oślepł? wątpię. Ze zdziwiona mina chwycił rzecz z której z nogawki wypadł papierek. Ciemnoskóry
podniósł go i otworzył czytając " Welcome to my house Jongin-ah ". Teraz to trochę przesada. Czy rodzice chcą mu zrobić kawal? wziął komórkę do reki i oczywiście jak zawsze, gdy chciał z niej skorzystać nie było zasięgu. Rzucił ja w kont i pobiegł do łazienki zamykając się, by w spokoju wszystko przemyśleć, biorąc odprężający prysznic.
Po dokładnym przeanalizowaniu, postanowił zapomnieć (jak zwykle) te rzeczy co go spotykają, wraz z nowym miejscem zamieszkania. Położył się przykrywając kołderka i starał zasnąć. Mimo iż był przykryty, nadal było mu dziwnie zimno. Otworzył oczy gdy dookoła panowała ciemność. Duzo nie widział lecz od razu rzuciło mu się w oczy coś/ ktoś co siedziało na fotelu prawie tuz przy jego łóżku. Otworzył je szerzej przestraszony nie wiedząc czy krzyczeć, czy co zrobić. Jedyne co wydukał - k-k-kim ty jesteś?. Jeśli dobrze widział, była to postać przypominająca chłopaka w jego wieku, który był ubrany w dość eleganckie ubrania jak na dzisiejsze czasy.
Pierwsze co zrobił to przyłożył palec do swoich ust, sugerując by chłopak był cicho.
Po czym wstał i roześmiany podchodził bliżej ciemnoskórego. Tego było już za wiele. Chłopak czul jak jemu ciało przybiera dodatkowych stopni i zaczyna mu się robić gorąco z nerwów. Odkrył się w mgnieniu oka i wybiegł z łóżka, kierując się do drzwi, które były zamknięte. Wiedząc ze nie uda mu się uciec obrócił się delikatnie mówiąc - Czego ty ode mnie chcesz!?. Widział jak postać stanęła, nie miała żadnego wyrazu twarzy, jak by jego emocje zniknęły, bądź ktoś zabrał mu baterie, jak jakiejś  zabawce. Teraz tym bardziej był przerażający. Nagle zjawa się odezwała, wraz z tym mimika jego twarzy znacznie się zmieniła
  - Jestem zwyczajnym chłopakiem, takim jak ty Jongin-ah. Skąd on znal moje imię? myślał chłopak starając się podejść.
Gdy znalazł się tuz przy nim, widział jego rysy twarzy, oraz śliczną twarzyczkę, której z przerażenia nie dojrzał za pierwszym razem. Uznal ze nie jest on groźny i nie zrobi mu krzywdy. Chciał dotknąć jego twarzy, która była wyjątkowo blada, bądź biała, prawie że przezroczysta. Jego ręka przeszła przez zjawę, a ciemnoskóry poczuł napływający nagły chłód, Jego palce wręcz kostniały w tym momencie z zimna. Odsunął gwałtownie rękę, grzejąc ja o druga i przyjrzał się powtórnie postaci, która tym razem wpatrywała się w niego.
 - Dlaczego nie mogę cie dotknąć? spytał. - Bo ja nie żyje - krotko i na temat odpowiedział, po czym wysunął swoja rękę i chwycił Jongin'a, przysuwając jego dłoń do swojego policzka - Ale ja cie mogę dotknąć, widzisz?. To było coś magicznego.
Kai poczuł dziwne i zarazem mile uczucie w brzuchu, gdy jego ręka tkwiła wciąż w jego uścisku.
- Jak masz na imię? spytał ciemnoskóry. - Dowiesz się w swoim czasie, kochany. Odpowiedział po czym zaczął  powoli znikać, czemu głośno zaczął protestować Kai, wykrzykując parę razy " NIE !". W końcu jego ręka została oswobodzona. Pełen niezrozumianych rzeczy i pytań go nurtujący, postanowił przeanalizować to jutro i dowiedzieć
się kim był ten przystojny chłopak z którym miał przyjemność pogadać tej nocy. Zamkną oczy, by po chwili ogarnął go całkowity sen.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Witam :3 z nudów napisałam one shot'a i postanowiłam go tu wrzucić w 2 częściach heh

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz